Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jane austen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jane austen. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 kwietnia 2016

Ukochane i te mniej ukochane epoki

Kiedyś przeczytałam post Porcelany dotyczący jej ulubionych epok i tych których nie lubi. Postanowiłam zrobić coś podobnego, chociaż nie dzielę ich dokładnie na te które lubię i te których nie lubię - bo prawda jest taka, że w każdej epoce można znaleźć coś co się spodoba. Voila!

UKOCHANE

XIX WIEK

Epoka napoleońska

Proste sukienki, wstążki we włosach, nieskazitelni dżentelmeni - trzy razy tak! Chyba jedna z niewielu epok, w których mogłabym spokojnie żyć. 
Jeśli jednak chodzi o modę, to preferuję bardziej późniejsze lata 1820-1827, ponieważ nie mają już tak wysokiej talii jak poprzednie. 
Panie Darcy przybywam!



Tiurniury

Tajemnicze morderstwa, Sherlock Holmes wałęsający się po ulicach, wspaniałe obrazy Jamesa Tissota, albo chociażby moja ulubiona epoka w polskiej literaturze - pozytywizm - tak, dla tych pięknych sukni byłabym w stanie spróbować skonstruować machinę czasu.
Nie mam ulubionej sylwetki pomiędzy latami 1870 bądź 1880 - obydwie tiurniury podobają mi się tak samo, wszystko zresztą zależy od koloru i wzoru!



XX WIEK

Lata 20-te

Odnoszę wrażenie, że te lata można albo kochać albo nienawidzić - wszystko przez tą obniżoną talię i wizerunek chłopczycy. Ja należę do tego pierwszego grona - uwielbiam te proste sukienki, klimat Wielkiego Gatsby'ego bądź statycznego Downton Abbey. Cóż, podoba mi się nawet ta specyficzna moda na cienkie brwi! 


Lata 50-te

No i doszliśmy do mojego konika - ukochane przeze mnie eleganckie lata 50-te. Nie jestem w stanie wymienić wszystkiego co mi się tam podoba - jazz, przezabawne komedie, moda na zaznaczanie talii (spodnie i te kostiumy kąpielowe, ach), nieśmiertelne aktorki, i (pst! nawet bielizna!). Jeśli jednak miałabym kiedyś wybierać jakąkolwiek epokę z której musiałabym skompletować całą garderobę z podzieleniem na pory roku, a nawet stroje z każdej dziedziny sportowej - wybrałabym tą! 



UKOCHANE TROCHĘ MNIEJ

XIX WIEK

Krynoliny

Kiedyś nie byłam do nich przekonana, ale po uszyciu stroju z lat 50-tych i ubraniu krynoliny stwierdziłam, że coś w tej epoce jednak jest (no i to jak super można kołysać suknią na boki!). A te czasy zawsze będą mi się kojarzyć z moim ukochanym "Przeminęło z wiatrem" i powieścią Bronte "Villette".
Co jednak do samych sukien, muszę przyznać, że podobają mi się sporadycznie. Co jakiś czas jedna z nich przykuje mój wzrok, ale nie darze miłością każdej z nich.


XX WIEK

Belle epoque

Zachwyt nad tą epoką mogę z pełną odpowiedzialnością zwalić na Agathe Christie i jej autobiografię. No i "Mary Poppins", którą uwielbiałam i uwielbiam się zaczytywać. Wizja spokojnego życia w mieście bądź w miasteczku, gdzie każdy zna właściciela sklepu, kobiety paradują z dużymi kapeluszami po ulicach i wszystko pozornie upływa w takiej błogości i ciszy - mam wrażenie, że jest to pewnego rodzaju powtórka czasów Jane Austen.
Jeśli chodzi o modę to tutaj sytuacja jest taka sama jak poprzednio - niektóre ze strojów wzbudzają we mnie zachwyt, ale nie wszystkie.


Lata 30-te

I znowu winna mojej fascynacji jest Agatha Christie! Odkąd zaczęłam czytać jej kryminały i oglądać serial "Poirot" lata 30-te niezmiennie kojarzą mi się z eleganckimi kolacjami, gdzie nagle w środku posiłku ktoś pada martwy. Oprócz tego bardzo lubię polskie filmy międzywojenne z na przykład, Jadwigą Smosarką - to wszystko dodaje tym latom specyficznego uroku.
W kwestii ubioru muszę przyznać, że podobają mi się prawie wszystkie stroje z tej epoki, choćby i te najdziwniejsze. No i na specjalna uwagę zasługują stroje wieczorowe - zwiewne albo odwrotnie z dużą ilością falbanek.

ze smutkiem informuję, że nie posiadam żadnych swoich zdjęć w latach 30-tych (o, zgrozo!)

Lata 40-te

Bardzo tą epokę lubię, chociażby przez serial "Agent Carter", ale podobają mi się w niej poszczególne fragmenty ubioru - nie zawsze całość. Na przykład z dziennego stroju, najbardziej chciałabym zachować kapelusz i buty (tak, buty, to akurat w tych latach coś pięknego!), ale już niekoniecznie sukienkę (chociaż to zależy od samej sukienki - często wyglądają one gorzej na obrazkach niż na zdjęciach). Za to bez problemu przygarnęłabym kostiumy kąpielowe! I kobiece mundury wojskowe, ogólnie wojskowy uniform - tym też bym nie pogardziła!

moja luźna inspiracja latami 40-tymi, jak widzicie nie chciało mi się nawet kręcić specjalnie włosow ani ubierać poprawnych butow :)))


Lata 60-te

Tu moja fascynacja dzieli się na dwie części - wczesne lata 60-te i późne.
Wczesne kojarzą mi się z Doris Day, Brigitte Bardot i ogólnie dość małymi różnicami między 50-tymi - zmieniają się tylko kroje żakietów (już nie zaznaczają tak bardzo talii), długość spódnicy i ułożenie fryzury. I kolory - nie wiem czy zauważyliście, że w latach 60-tych królują jaskrawe, wiosenne odcienie nawet w zimie?
Późne lata 60-te to krótkie sukienki w stylu Twiggy i Gaby Teller (patrz tutaj , pozycja nr.1), coraz częstsze grzywki i znane brytyjskie zespoły. I czasami naprawdę brzydkie rzeczy, oznaka nadchodzących lat 70-tych. Brr. Ale i pod koniec lat 60-tych da się czasami złowić naprawdę śliczne perełki!

jakichkolwiek zdjęć z wczesnych lat 60-tych brak...jak na razie



EPOKI OMINIĘTE

O niektórych epokach nie powiedziałam wcale, dlatego streszczę je szybko tutaj. To prawda, całkowicie ominęłam XVIII wiek, bo nie jestem pewna do jakiej powinien należeć kategorii. Ciekawi mnie rewolucja francuska i z lubością wczytuję się w biografię Marii Antoniny, a suknie również nie wydają mi się brzydkie, całkiem mi się podobają - ale pospolicie mówiąc nie poczułam do nich "mięty". Jeśli chodzi o lata 30-te XIX wieku to darzę je miłością tylko na obrazach, bo niestety - duże rękawy mnie odstraszają. Kocham ponury klimat lat 40-tych i "Jane Eyre", ale jak na razie suknie mi się nie podobają. Tak samo jest zresztą z końcówką XIX wieku. 

EPOKI O KTÓRYCH NIC NIE WIEM, ALE CHYBA JE LUBIĘ

Do tej dziwnej kategorii wrzucam takie rzeczy jak - średniowieczne suknie z długimi rękawami, renesansowe suknie w stylu Tudorów, barokowe suknie z "Trzech Muszkieterow" (okej, z tej epoki akurat bardzo lubię olbrzymie peleryny w których przemykały do kochanków bohaterki) i wszelkie odwołania do lat 50-tych w latach 90-tych (chociażby w "Twin Peaks").


Ta-da! To już wszystko. A jakie są wasze ulubione epoki?




środa, 30 września 2015

II Zlot w Ojcowie

Brightsand, 31 sierpnia 1825 roku

Mój drogi,
Powóz mój stoi na samym środku szerokiej ścieżyny, do połowy zatopiony gęstym błotem. Jako, iż nic na to poradzić nie zdołam, a jestem niezwykle zmęczona postanowiłam zatrzymać się w pobliskim zajeździe (wiem, że serce twe truchleje na samo to słowo, ale uwierz mi, że gospoda jest miejscem naprawdę miłym, a zresztą część panien przebywa tu ze mną, upraszam Cię więc o zachowanie spokoju) i by się czymś zająć napisać do Ciebie. Wybacz mi proszę, jeśli relacja moja wydawać się może trochę niezrozumiała, jednak o tej porze nie zdolna jestem napisać jej lepiej.
Otóż do Brightsand dojechałyśmy trochę spóźnione, gdyż konie musiały po drodze odpocząć (a jak wiesz nie stać mnie na lepsze, a przynajmniej nie w tej chwili). Mimo tego zadowolona byłam ujrzawszy kilka panien z Damskiego Towarzystwa Literackiego, które zawzięcie haftowały na ławce przed domostwem. Panna Constance Highpole wskazała mi mój uroczy pokój - zakątek, w którym spędziłam następne trzy dni.

Ja wyglądająca z okna z mojego pokoju :)
Kiedy reszta gości do nas dołączyła udałyśmy się wszystkie na wspólny obiad, a po nim (mam nadzieję, że nie zanudzam Cię, mój drogi, lecz konieczne jest dla mnie opisanie wszelakich szczegółów) zgromadziłyśmy się w ogrodzie, koło altanki. Tam, po oficjalnym przywitaniu, nastąpił występ panny Elizabeth Rosingten - osóbki o doprawdy niezwykłym głosie! Obawiam się tylko, że podczas jej występu zbudziliśmy całą służbę! Potem odbyliśmy zabawę doprawdy absurdalną (już widzę jak kręcisz głową na samą myśl), a dokładniej - zabawę w żywe obrazy! W kilkuosobowych grupach odtwarzaliśmy wylosowane przez nas szkice, ja sama nawet zmuszona byłam odegrać rolę wody pożyczając od panny Elizabeth jej błękitną pelerynę. Nie martw się, już po tym udałyśmy się do naszych pokoi, by zażyć zasłużonego odpoczynku.


Poranek wzbudził we mnie pewien niepokój, gdyż pogoda, wcześniej słoneczna, w ciągu nocy znacznie się ochłodziła. Spokojne śniadanie, przy którym okazję miałam przeczytać kolejny numer"La Book de Visage", zostało w pewnym momencie drastycznie przerwane - panna Prudence Ophelia Danford, która opuściła salę chwilę wcześniej, wróciła niezwykle blada i wydała mi się zaniepokojoną. Obawy moje okazały się jak najbardziej słuszne, gdyż po chwili wyjaśniła nam ona, że dostała list od mężczyzny w czarnej opończy, którego dłonie"wydały jej się niezmiernie zimne". Kiedy nikt nie odezwał się na wyczytane nazwisko, panna Danford ośmieliła się otworzyć list i przeczytać jego pełną grozy treść - dreszczem przejmuje mnie sama myśl o tym! Nieznana nam dama podpisana jako A, zagroziła jakiemuś dżentelmenowi, że skończy ze swym żywotem! Modlę się ciągle, by była to pomyłka i by list nie dotyczył żadnej z nas! Lecz skąd możemy wiedzieć jakie tajemnice kryje dusza każdej z panien obecnych w tej sali? Nie chcę Cię jednak zanadto przestraszyć, pozwól więc, że opowiem co zdarzyło się później.


Po śniadaniu wyruszyłyśmy wszystkie do lasu, by stamtąd obrać najkrótszą drogę do zamku znajdującego się na wzgórzu. Roztaczał się stamtąd niezwykły widok na skały - chwilę spędziłyśmy po prostu się nim zachwycając. Następnie po krótkim spacerze wróciłyśmy tą samą drogą do naszego domostwa i po obiedzie rozłożyłyśmy nasze piknikowe wiktuały na trawie nieopodal. Większość czasu spędziłam szkicując i chociaż rysunki moje uważam zazwyczaj za niezadowalające, te akurat znajduję całkiem przyzwoitymi. Następnie pewni dżentelmeni przybyli, byśmy pobrać mogły u nich naukę tańca. Po paru godzinach zaprzestałyśmy tejże nauki i wróciłyśmy do pokojów, by przebrać się w stroje wieczorowe. 




Po niezwykłej kolacji (której nie powstydziłaby się nawet pani Smith, wierz mi!) nadszedł czas na bal oczekiwany przez nas ze zniecierpliwieniem. Ach, bawiłam się naprawdę wspaniale, niestety zmuszona byłam opuścić parę tańców by udać się razem z paroma pannami przećwiczyć przedstawienie. Dziwisz się, czytając to, ale uwierzyć mi musisz, że naprawdę zagrałam w amatorskim teatrzyku! Oczywiście wyczynów moich na scenie, nie ośmielę się nawet porównywać do tego co wyprawiała odtwórczyni głównej roli, która zgodziła się zagrać Wielebnego St.Bones!


Niedzielny poranek spędziłyśmy w samych halkach i chociaż wydawać Ci to może rzeczą niezmiernie przerażającą, pozwól, że wyjaśnię Ci powód - otóż na zlocie tamtego roku suknie nasze nie zdążyły obeschnąć i znalazłyśmy się w dokładnie takiej samej sytuacji. W ramach więc pewnego rodzaju powspominania postanowiłyśmy w tym roku spożyć śniadanie również w bieliźnie. Następne parę godzin spędziłyśmy spacerując beztrosko na brzegu lasu i szkicując siebie nawzajem. Potem, mój drogi, spakowana już wsiadłam do dorożki, która jak już wiesz stoi chwilowo na drodze. 

Ja, Chopinianna i panna Elźbieta


Obawiam się, że wysłać ten list będę mogła dopiero przyjechawszy do domu (a patrząc na chwilową dość burzliwą pogodę, nie zdarzy się to naprędce). Mam nadzieję, że zdrowie Ci dopisuje i, że niedługo wrócisz od ciotki z Londynu! Nie mogę już doczekać się, by Cię zobaczyć! Au revoir!


sobota, 27 września 2014

Maszyna czasu, czyli zlot w Ojcowie!

12 sierpnia 1956 rok

Drogi pamiętniku,
W poprzednim wpisie wspominałam już, że zamierzam uprzątnąć strych. Mój strych - strych pełen brudnych, niepotrzebnych rzeczy! Kiedy już poradziłam sobie z myszami (ach, cóż to była za walka!) znalazłam starą, ozdobną szkatułkę. Ciekawa tego co jest w środku otworzyłam ją szybko i...zgadnij co znalazłam? Oprócz paru sztuk biżuterii i rękawiczek (pięknych, z prawdziwej skóry) znalazłam oto ten wycinek z gazety. Prosto z 1824 roku!

Le Journal Des Femmes
wrzesień 1824

DAMSKIE TOWARZYSTWO LITERACKIE ODBYWA ZLOT W BRIGHTSAND

Jak już zapowiadaliśmy w poprzednim numerze naszego miesięcznika w dniach 12-14 września odbył się w Brightsand zlot Damskiego Towarzystwa Literackiego. Zgodnie z obietnicą nasz tajemniczy korespondent dostarczył nam relacji z tego wydarzenia.

"Najpierw rzecz jasna musiałyśmy przyjechać" - opowiada korespondentka - "Niestety nastąpiły drobne trudności z dojazdem i wiele pań się spóźniło. Panie, które przybyły tam wcześniej z niecierpliwością wyczekiwały reszty. Kiedy wreszcie się zebrałyśmy, siadłyśmy do kolacji. Ale co to była za kolacja! Doprawdy, nigdy jeszcze nie jadłam podobnych dań, a muszę przyznać, że nawet po spotkaniu tęskniłam jeszcze za nimi. Ach, zbaczam z tematu! Przepraszam, ale zaiste trudno jest się powstrzymać, kiedy się sobie przypomni tort zrobiony przez służbę - pewna pani (przykro, mi ale nie wolno mi wymienić jej nazwiska, by nie narazić ją na upokorzenie) naprawdę dobrze się spisała zarządzając nią! Dobrze, już dobrze, mówię dalej. Po kolacji, krótko tańczyłyśmy, ale ponieważ byłyśmy zmęczone szybko położyłyśmy się spać. Następnego dnia tuż po spożyciu wspaniałego śniadania ruszyłyśmy na wzgórze, by pospacerować. Po chwili usiadłyśmy jednak w trawie i szkicowałyśmy piękne widoki, jakie stanowiły drzewa i skały. Wierzcie mi, musiał to być zaiste pocieszny widok - tyle panien, które przysiadłszy na ziemi, rysowały zawzięcie kamienie. Niestety po pewnej chwili zaczęło padać - najpierw jedna kropla, potem druga - zmuszone byłyśmy wrócić do domu. Tam jednak czekały na nas ciasteczka i gry literackie. Doprawdy zabawne powstały wtedy wierszyki! Po chwili przybył portrecista, który podczas, gdyśmy się zabawiały szkicował nasze obrazy. Po sutym obiedzie, kiedy się rozpogodziło, ruszyłyśmy z powrotem na wzgórze. Tym razem zajęłyśmy się graniem w przeróżne gry. Nie mogło zatem zabraknąć krokieta, Game of Graces i gry w bule. Przy tej ostatniej ubawiłam się zacnie, gdyż nie mogłam odnaleźć brązowej kulki w trawie. Gotowa byłam już uwierzyć, że przepadła na zawsze, ale na szczęście w końcu ją znalazłam. Zmęczona tą czynnością udałam się na ławkę, gdzie odbyłam miłą rozmowę z pewnymi paniami z Towarzystwa. Następnie wróciłyśmy, by przebrać się w suknie balowe. Tańce odbyły się naprawdę niezwykle, żałuję jednak, że nie mogę wymienić z nazwiska naszych cudownych nauczycielek - dziękuję im mimo to za wspaniałą zabawę! Ach, jednak prawdziwa zabawa rozpoczęła się potem. Razem z pewnymi pannami odbyłyśmy amatorski teatrzyk - cóż to były za przygotowania! Sztuka ta nazywała się "Nieszczęsna Personida. Tragedia antyczna w jednym akcie". Następnie odbyłyśmy zabawę "żywe obrazy". Nie jestem nawet w stanie wyrazić jak bardzo śmieszni wydawali mi się wszyscy w tym momencie! Zresztą nie powinnam tak mówić, jeśli sama odwzorowałam borsuka i maskę. Po tym wszystkim przeszłyśmy do drugiego domu, by udać się na spoczynek. Na polu było zimno i ciemno, ale na szczęście jedna z panien miała przy sobie latarnię. Śniadanie odbyłyśmy w zaiste zabawnych okolicznościach - w bieliźnie! Wiem, że wiele osób teraz odłoży tą gazetę z zgorszeniem, ale zanim to zrobicie usprawiedliwię nas przynajmniej trochę - wcześniejszy wieczór był zaiste ulewny, a suknie nasze nie zdążyły jeszcze do końca wyschnąć! Jest to myślę, rozsądny powód przez który nie byłyśmy ubrane. Niestety po kolejnym spacerze na wzgórze, musiałyśmy już wyjeżdżać! A doprawdy wspaniale spędziłyśmy ten czas!"

Naprawdę uważam to za prawdziwe szczęście! Takiego antyku nie znajduje się od tak! Myślę poważnie, czy nie dać tego wycinku do muzeum?

Debiutantki ;)

Od lewej: Marylou, Ada, Ja, Melancholia, Dorfi, Alicja, Porcelana, Maqda, Kasia i Fobmroweczka

Bieg przez trawę, czyli wielce gorszące zajęcie

Tort, za który podziękowania należą się Asi ;)

Ćwiczymy plecy - z Marylou

Górny rząd: Alicja, ja, Marylou, Melancholia, Kasia, Kajani, Asia, Loana Dolny rząd: Eleonora, Ada, Caeruleus Berolinensis, Maqda i Dorfi

Amatorski teatrzyk ;)

Tańce!

Żywe obrazy :D

Żywe obrazy - jestem borsukiem

Żywe obrazy - tym razem jestem maską

  
MÓJ STRÓJ:


Suknię uszyła mi Eleonora :D Zaś, jeśli chodzi o spencer kawałek szyłam ja z Kasią a rękawy i kołnierz Eleonora ;)

Radosny bieg :D

Melancholijna ja...

Strój na zimniejszą pogodę - spencer ;)
Dziękuję wszystkim za wspaniale spędzony czas! :D

środa, 9 lipca 2014

Pierwsza rocznica bloga i facebook

 Już minął rok. Trudno w to uwierzyć, prawda? Ale jednak, ten blog powstał calusieeńki rok temu. Nie rozwinął się za bardzo w tym czasie, jeszcze stawia małe kroczki i czasami ma długie przerwy. Jednak jakoś udało mu się przeżyć ten rok w jako takim stanie.

Długo głowiłam się nad tym co zrobić na rocznicę. Myślałam nad jakimś konkursem, ale niestety - zanim się obejrzałam uświadomiłam sobie, że jest już za późno (i że mój arsenał rzeczy do rozdania jest dosyć skąpy). Stwierdziłam więc, że po prostu wyjaśnię wam jak to się ma z moimi upodobaniami, kiedy to się właściwie zaczęło. Brzmi nudnie? (Tak, prawdopodobnie takie będzie).

Jak widzicie upodobałam sobie tematykę XX wieku. Szczególnie lata 20-te i 50-te. Wielu osobom może zdawać się, że w takim razie interesują mnie tylko te dekady. Nic bardziej mylnego! Cenię sobie styl życia tych lat, a najbardziej modę. Ale nie oznacza to, że na Jane Austen i Charlotte Bronte kręcę nosem. Wręcz je uwielbiam, ich powieści, czasy w których żyły. Tylko, no cóż, nie temu jest poświęcony ten blog. Gdybym miała zmieścić w nim wszystkie moje upodobania to sięgałyby one jeszcze średniowiecza. Prawda jest taka, że kocham wszystko co stare - książki, filmy, stroje, meble, budynki. Jeśli chodzi o meble to nie ważne z jakiej są dekady - byle były stare i pachniały antykami. Przygarnę wszystkie. Myśląc nad tym odkrywam, że w każdym wieku, czy to XIX czy XV znajdę coś co mi się spodoba. A na pytanie - kiedy to się zaczęło nie odpowiem, bo po prostu nie ma pojęcia. :D

Nadszedł ten czas (zaczynam wpadać w jakiś patos), kiedy zakładam stronę na facebooku. Myślę, że to bardzo pożyteczna rzecz, szczególnie w moim przypadku. Zdarzało się niestety, że na moim blogu wpisy pojawiały się bardzo rzadko, czasami nawet po jednym (!) na miesiąc. Z tego powodu, żeby nie pozwolić blogowi umrzeć, postanowiłam założyć stronę. Na facebooku bywam prawie codziennie, więc nie będę mieć problemu by wstawić jakieś zdjęcie, szczególnie kiedy nie będę miała czasu napisać niczego kreatywnego. 

Fanpage założyłam zamieniając nazwę mojej starej strony o tematyce lat 50-tych, na po prostu Vintage Cafeteria. Zapraszam do polubienia:












poniedziałek, 12 maja 2014

Prawdziwa Kobieta

Dziękuję za nominację Fobmróweczce :D




Zasady:

Zamknij oczy i przez chwilę pomyśl o swoim wyobrażeniu idealnej Prawdziwej Kobiety. Przyjrzyj się jej w wyobraźni. Co sprawia, że czuje się kobieca? Jakie są jej atrybuty kobiecości?
Skoro już wiesz, jak wygląda twoja idealna Prawdziwa Kobieta, podziel się z nami swoją wiedzą.
Wymień trzy rzeczy, bez których ona by nie istniała. Dlaczego akurat te trzy rzeczy? Może to być coś z ubioru, kosmetyk, dodatek.


Prawdziwa kobieta posiada dużą ilość pozytywnych cech. Negatywne jest w stanie ukryć.

Prawdziwa kobieta jest opanowana, łagodna, uprzejma, nie mówi za dużo. Wszystkie złe myśli zachowuje dla siebie. Walczy z swoimi wadami.

Prawdziwa kobieta nie gardzi słabszymi, nie popiera przemocy. Zawsze wyciąga pomocną dłoń.

Prawdziwa kobieta jest silna. Wytrzymuje wszelkie nieszczęścia.

Prawdziwa kobieta jest elegancka. Nie powie czegoś wrednego, nie ubierze się niechlujnie. To po prostu dama.

Uprzejmość i łagodność kojarzy mi się z czasami Jane Austen. Nie wypadało wtedy powiedzieć czegoś niemiłego, nie wypadało dostawać nagłego ataku gniewu. Jeśli miało się zły humor, skrzętnie się to ukrywało.

Opanowanie jest dla mnie cechą czasów edwardiańskich. Nie wiem czemu tak mi się kojarzy, może to przez Downton Abbey?

Elegancja? Lata 50 XX wieku. Większość kobiet ubierała się wtedy elegancko i to właśnie jest bardzo kobiece.

TRZY RZECZY PRAWDZIWEJ KOBIETY:

1) Rękawiczki. Cały czas ubolewam nad faktem, że niestety, już prawie wyszły z mody. Rękawiczki nosiło się zawsze, dbało się zresztą w ten sposób o dłonie.Teraz jeśli nosisz rękawiczki to jak najgrubsze i dla ochrony przed mrozem. Ech.

 
2) Sukienka. Jest to atrybut typowo kobiecy. Mężczyźni tego nie ubiorą. Suknie istniały od wieków. Nosiła je każda kobieta. Najbardziej kobiece są długie, eleganckie suknie, ale przecież nie wyjdziesz tak na ulicę. Sukienki są po prostu dla kobiet i dlatego są ich atrybutem.





3) Eleganckie buty. Niekoniecznie szpilki. Nie muszą być na obcasach. Byle wyglądały elegancko. Prawdziwa kobieta nie chodziłaby w trampkach całe życie. Ona wie co to klasa.



P.S
Dodałabym jeszcze jedną rzecz, mianowicie kapelusze - ona dodają stylu wszystkiemu.

Okej, wyszło na to, że wszystko co tu napisałam jest zaprzeczeniem moje trybu bycia i ubierania się. Ogólnie podsumowując - zachowanie kobiety z czasów Jane Austen i elegancja lat 50 dałaby nam właśnie taką Prawdziwą Kobietę.


wtorek, 6 sierpnia 2013

Mała książkowa wishlista!

Po tygodniowej przerwie (spowodowanej obozem) wracam do żywych! Postanowiłam zrobić krótką, pięciopunktową wishlistę książek do przeczytania.

1. "Północ i południe"
Rok temu przeczytałam książkę Elizabeth Gaskell, "Żony i córki" (ta książka stała się teraz jedną z moich ulubionych). Postanowiłam zabrać się za "Północ i południe", ale jak na razie bardzo trudno jest znaleźć tą pozycję gdzieś w księgarniach...

2. "Dziewczyny atomowe"
Powodem, dla którego ta książka znalazła się aż na drugim miejscu jest może nie tematyka, a raczej czasy w jakich się dzieje (i rabat, jaki na nią dostałam). Zachęciła mnie do niej Vintage Girl :D

3. "Mansfield Park"

Po przeczytaniu prawie wszystkich powieści Jane Austen została mi jeszcze ta pozycja i parę innych. Niestety, podobnie jak "Północ i Południe" bardzo trudno ją znaleźć nawet w bibliotekach.

4. "Profesor"

Tą książkę mam nawet na półce, ale jakoś nie mogę się do niej przekonać. Zaczynałam ją już dwa razy, ale nie mogę się wciągnąć...

5. "Oczarowanie"

Ostatnią pozycją jest biografia Audrey Hepburn którą również mam w domu (więc nie powinnam tego nazywać wishlistą, ale trudno). Trochę boję się po nią sięgnąć z obawy, że będzie smutna...
Hmm, jak na razie, to tyle. Mam pytania, może wiecie, gdzie kupić niektóre z tych książek? ;)